Oświetleniowa relacja z targów Warsaw Home 2025

Wiele jest głosów, że na Warsaw Home już nie warto się wybierać. A ja rok w rok - biorę wygodne buty, aparat, notatnik i jadę sprawdzić, co tam w jednej z hal świeci…

Bo jedni na Warsaw Home jadą po inspiracje, inni żeby mieć na co ponarzekać, jeszcze inni – żeby załatwić swoje interesy. A ja? Jadę po lekcję jakie światło tam dla mnie ma. To piękne światło, ale i to nieudane. 

Na targach Warsaw Home jestem od lat. I od lat w jakiś sposób dzielę się swoimi wrażeniami. Tym, co mnie inspiruje, ciekawi. Czasem zachwyca (zachwytów nie ma aż tak wiele) – ale też tym, co mnie bawi (śmiech przez łzy) i niestety rozczarowuje.

Pamiętam Warsaw Home sprzed paru lat i widzę jak z roku na rok ich poziom spada. Nie chcę się tutaj specjalnie rozpisywać na ten temat. Ten głos krytyki – wymierzony przede wszystkim w organizatorów i samą organizację wydarzenia – jest już dziś naprawdę głośny. Ja się pod nim podpisuję nogami i rękami bo dotyczy on także hali z oświetleniem.

Ale mam też taką obserwację, że czasem pewne książki czytamy dla jednego zdania. I tak samo mam z Warsaw Home – skoro mam jedne z większych targów wnętrzarskich w tej części Europy dosłownie pod nosem, to warto się tam wybrać choćby dla jednej rozmowy. Dla jednej lampy.

Parę oświetleniowych refleksji i lekcji z Warsaw Home chciałabym tutaj zostawić – dla siebie, ale przede wszystkim dla Was. Przeczytasz więc w tym wpisie o atmosferze jak wyróżnia halę z oświetleniem, o granicy miedzy kopią a inspiracją, o tym czego warto szukać na takich targach, zobaczysz parę zdjęć lamp, stoisk, gry światła z małym komentarzem. 

Nie będzie tego dużo – szczerze powiem: niewiele udało się z tych targów wynieść.
Ale to „niewiele” może akurat okaże się dla kogoś wartościowe.

hala D targów Warsaw Home 2025 - oświetlenie
Zapraszam na relację z targów Warsaw Home 2025 - hala D: oświetlenie

Dlaczego warto się wybrać do hali z oświetleniem

Jako projektantka oświetlenia nigdy nie odmówię sobie okazji, by zobaczyć światło na żywo. Dotknąć go, obejrzeć z każdej strony, przyjrzeć się detalom. Poczuć. Internet tego nie pokaże – zdjęcia, wizualizacje, opisy, nawet najbardziej „wow” filmy na Instagramie – to wszystko jest tylko namiastką.

Światło jest żywym organizmem. Ja też nim jestem.
I ta interakcja między nami – to, jak światło działa na mnie, jak się z nim czuję, co mi pokazuje, jak zachwyca, albo po prostu nie robi nic – to moja najważniejsza lekcja. Lekcja, którą co roku biorę z Warsaw Home, niezależnie od tego, jak dobre, złe czy wtórne pomysły wystawcy tam pokażą.

Takie podejście i Tobie polecam. To nie targi w Mediolanie pełne nowości, zachwytów. To w dużej mierze wystawa kopii, pogoni za trendami, stoisk we mgle szukających swojej oświetleniowej tożsamości. Pośród nich kilka ciekawostek, fajnych projektów, nowości, szansa na parę wartościowych rozmów z niektórymi wystawcami. Wiec jeśli nie pójdziesz tam głównie dla budowania relacji Ty + światło tylko dla produktu – wyjdziesz z dużym niedosytem. 

Hala z oświetleniem vs inne hale – szok i migrena

W tym roku, chyba po raz pierwszy, udało mi się spędzić trochę więcej czasu także na innych halach niż ta oświetleniowa. Zrobiłam to celowo – wiem, że część stoisk oświetleniowych z różnych powodów znajduje się w innych halach. Czasem dlatego, że specjalizują się w lampach do łazienek i wolą być na hali „łazienkowej”. A czasem po prostu… bo tak zadecydował szef, jak usłyszałam na jednym stoisku.

Więc chcąc temat wyczerpać i wyciągnąć z tych targów ile się da, przebiegłam po kilku innych halach. I powiem Wam, że bardzo mnie uderzyło jedno: ogólna atmosfera, klimat, który panował, a właściwie którego nie było w tych przestrzeniach.

Bo mimo że hala z oświetleniem była daleka od ideału, pełna dziwnych oświetleniowych zjawisk i na mój gust zbyt inspirowanych pomysłów, które trudno mi zrozumieć – to jednak wyróżniała się. Czym? ŚWIATŁEM. W halach z meblami, dekoracjami czy armaturą oświetlenie często było czysto techniczne. Takie, żeby „po prostu świeciło” – dużo, jasno, chłodno, nieraz wręcz rażąco.

I przyznam, że po pierwszym rozczarowaniu halą D (bo w tym roku właśnie tam przeniesiono oświetlenie – wcześniej była to hala C), z przyjemnością do niej wróciłam. Zwłaszcza po tym, jak chwilę wcześniej byłam w hali F – piękne meble, szlachetne materiały, dopracowane detale… a mimo to, po kilkunastu minutach miałam migrenę. Nie żartuję. 

Komu jak komu, ale mi naprawdę nie trzeba tłumaczyć jak ogromne znaczenie ma światło – nie tylko dla funkcji, ale i dla naszego samopoczucia. A jednak Warsaw Home boleśnie mi o tym przypomniało. Najpiękniejsze meble, najdroższe sofy, starannie dobrane materiały – w agresywnym, nijakim i rażącym świetle po prostu znikają, a pojawia się mój wzrokowy dyskomfort, ból głowy, chęć ucieczki. Światło potrafi skrócić Twój czas obcowania z przedmiotem czy daną przestrzenią do niezbędnego minimum.

Dobra lekcja dla naszych domów, naszych wnętrz? Myślę, że kluczowa. A jeśli Ty myślisz, że przecież aż takiego zła sobie światłem nie robimy… Robimy.

Jeśli będziesz na targach za rok – zwróćcie na to uwagę. Hala z oświetleniem, mimo wszystkich swoich niedoskonałości, jest inna. Bardziej otulona światłem, utworzona z bardziej zabudowanych ze względu na lampy boksów, z większą dbałością o nastrój i grę światła. To miejsce, w którym po prostu chce się chwilę zatrzymać.

warsaw home hala f
Jedynie światło techniczne w hali F
inne hale
Brak klimatu przy tak technicznym świetle!

Gdzie przebiega linia między kopią a inspiracją?

Na początek muszę zacytować chyba najlepszy artykuł, jaki powstał o Warsaw Home w tym roku – tekst na portalu WhiteMAD (polecam!). Padło tam zdanie, które idealnie oddaje to zjawisko:

„Podróbki to wstyd. Ale podróbki eksponowane na największych polskich targach designu to skandal.”


Mocno i na temat. Ja będę w tym akapicie wytykać, kto kogo kopiował, chwalić się jaka spostrzegawcza jestem grając w to oświetleniowe memo w terenie. Nie czuję się sędzią. Nie znam wszystkich lamp świata, wszystkich projektów i inspiracji. Pewnie nieraz zachwyciła mnie lampa, która już w dużej mierze została kiedyś przez kogoś wymyślona.

To, co mnie autentycznie smuci, to brak pomysłu. Brak kreatywności.
Brak tożsamości oświetleniowej wielu marek na naszym rynku.

Kto ze mną pracował, ten wie – zawsze, w każdym projekcie sięgam chętnie po polskich producentów oświetlenia. Doceniam, że w Polsce projektujemy, tworzymy, potrafimy robić dobre rzeczy. Ale nawet przy najlepszej, rzemieślniczej robocie – jeśli forma jest kopią, to dla mnie temat staje się dyskusyjny.

Nie jestem osobą, która w pracy lubi kontrowersje. Nie idę na noże.
Częściej pytam: „dlaczego?” – żeby zrozumieć, czy po drugiej stronie są jakieś argumenty, które rzeczywiście mogą mnie przekonać, rzucić inną perspektywę. Ale powiem Wam szczerze: w tym roku takich argumentów nie usłyszałam.

I trochę nie wiem, co z tym zrobić. Bo z jednej strony – jestem osobą, która kopię nazywa kopią. Z drugiej – wiem, że klienci czasem przychodzą do mnie z pomysłami na zakup właśnie kopii innych znanych lamp. Nie mi oceniać ich decyzje. Moim obowiązkiem jest tylko powiedzieć: „to jest kopia” albo „to daleko posunięta inspiracja” – żeby mieli świadomość za co płacą.

Bardzo chcę wspierać polskich producentów, projektantów.
Mamy ogromny potencjał, tylko… czasem brakuje odwagi (choć obawiam się bardziej, że wartości?), żeby iść swoją drogą. I nie wiem, co mam zrobić, kiedy widzę markę, którą nawet lubię, z której niektórych produktów korzystam, i widzę, że w tym roku jadą bez skrępowania z kopiami – i to jeszcze argumentując w sposób, który, delikatnie mówiąc, trudno mi zaakceptować.

Każdy z nas ma jakąś swoją granicę. Dla mnie przebiega właśnie tu – tam, gdzie inspiracja przestaje być inspiracją, a staje się kalką.

Nie piszę tego, żeby kogokolwiek atakować.
Piszę, bo mi jest po prostu przykro.

Inspirujmy się – jasne. Sama też to robię i pewnie jakbym miała wymyślić jakąś lampę, nie byłoby to totalne objawienie i nowość. Ale inspiracja to nie to samo, co kopiowanie.
Kiedy widzę marki – polskie i zagraniczne – które mimo eksperymentów i odważnych pomysłów mają swoją tożsamość, to wiem, że właśnie to jest kierunek.

Świetnym przykładem jest dla mnie obecny też na targach Aromas – hiszpańska marka, która ma naprawdę szeroki katalog. Każda lampa jest inna, ale wszystkie mają wspólne DNA. Patrzysz i często od razu wiesz: to Aromas. I to właśnie ta spójność i odwaga w dużej mierze przekładają się na sukces, szacunek i sympatię klientów.

Więc ten akapit traktuję trochę jako apel o kreatywność.
Nie apel o bojkot czy piętnowanie kopii – nie o to mi chodzi.
Po prostu chciałam, tutaj – na moim blogu – szczerze wyrzucić z siebie, że jest mi cholernie przykro, że tak wiele marek idzie na łatwiznę. Próbuje się wstrzelić w trend, podpiąć swój wagonik pod cudzą lokomotywę sukcesu kopiując kogoś innego, czasem wręcz zaprzedając przy tym własną tożsamość.

Ja wiem, że w oświetleniu wymyślono już bardzo dużo.
Ale mimo wszystko – jest jeszcze miejsce na oryginalność, na odwagę, na własny język. I bardzo, bardzo kibicuję tym, którzy w tę stronę idą (i są to polskie marki, jakie kiedyś na tych targach były – serdecznie pozdrawiam jeśli to czytacie!)

Ten akapit bez zdjęć, nie bardzo widzę dla kopii miejsce na swojej stronie.  Ale 2 zdjęcia zostawię, zdjęcia lamp dla mnie z kategorii nie tyle kopii (chyba, że wzajemnych) co inspirowanych, ale właśnie żart polega na tym, że pojawiły się jako „nowość” na 2 innych stoiskach niedaleko siebie… Ktoś mi to zjawisko wytłumaczy? 🤨

Warsaw Home - lampa wisząca
Lampa na stoisku 1, a zaraz za rogiem..
Warsaw Home lampa wisząca detal
Lampa bliźniaczka na stoisku 2... Przypadek?

Warsaw Home 2025 – co oświetleniowo przykuło moje oko

Ten akapit będzie miał więcej zdjęć, bo po prostu chcę Wam pokazać parę rzeczy, które mnie zatrzymały, zaciekawiły. Z małym komentarzem.

Trochę marek, które chcę z imienia przywołać, bo mam ochotę je wyróżnić. Trochę materiałów, które fajnie pracowały ze światłem i ewidentnie przewijają się ostatnio częściej. Trochę produktów, które mnie mile zaskoczyły.

delighitng boho
Lampy boho na stoisku Delighting
duolla
Do wyboru do koloru - klosze Duolla
loft light nowosci
Nowość od Loft Light: światło + siatka z metalu
lustra z oswietleniem
Ciekawe lustra z oświetleniem od Guarda
Światło + alabaster oraz materiały akustyczne

Zacznijmy od materiałów – alabaster zdecydowanie był widocznym gościem niejednego stoiska. Coraz więcej marek po niego sięga i wcale się nie dziwię. To materiał, który pięknie współpracuje ze światłem – widziałam go i w klasycznych, i w bardziej nowoczesnych formach, jako dodatek i jago główna gwiazda danej lampy. Taka lamp wbrew pozorom potrafi dać naprawdę dużo światła!

elstead alabaster
Lampa z alabastru od Elstead
aromas alabaster
Lampa z alabastru od Aromas

Coraz więcej ciekawych połączeń światła z materiałami akustycznymi. Odpowiedź na realną potrzebę niejednego wnętrza! Światło i dźwięk zaczynają tworzyć wspólny język, a nie tylko przypadkowe czy mało dekoracyjne sąsiedztwo.

aromas kinkiet akustyczny
Kinkiet akustyczny od Aromas
ilum kinkiet akustyczny
Kinkiet akustyczny od Ilum
Kilka oświetleniowych marek, jakie chętnie tu wspomnę

Aromas. Nie mogło ich tu zabraknąć. Co roku jedno z ciekawszych oświetleniowych stoisk. Już o nich wspominałam wyżej, więc tylko zostawię kilka zdjęć. Aromas to dla mnie marka, która mimo dużej różnorodności produktów, wciąż ma swoje DNA. Czuć w nich charakter i pomysł. I jak poznacie ich asortyment lepiej, zobaczycie stety-niestety niejedną „inspirację” nimi u innych. 

aromas lampy rita
Hit stoiska Aromas - kwiecista Rita!
aromas yma
Oświetleniowa biżutaeria - Yma od Aromas

Inna marka, która w mojej ocenie była dobrze zaprezentowana na targach to Astro. Miałam okazję zobaczyć na żywo kilka produktów, które wcześniej znałam tylko z katalogu. I powiem Wam, że kilka z nich zdecydowanie idzie ze mną do kolejnych projektów z dużo większą pewnością i spokojem.

astro kinkiet do czytania
Astro Lighitng - kinkiet do sypialni
astro kinkiet
Astro Lighting kinkiet z IP

Polska marka, o której muszę wspomnieć, to Puff-Buff.
Małe i ukryte gdzieś stoisko, ale to jest prawdziwa reprezentacja polskiego designu. Pisałam wcześniej o braku tożsamości u niektórych marek, a Puff-Buff to dokładne przeciwieństwo tego zjawiska. Mają swój styl, swój język, swoją lekkość. Miło było ich zobaczyć na targach!

Przy okazji, chociaż jednym zdaniem, mam ochotę wspomnieć debiutujących na targach Olma Haus, którzy – mam wrażenie – dopiero nabierają rozpędu. Lamp drukowanych w 3D jest ostatnio sporo i coraz częściej są do siebie po prostu podobne, ale u nich jeden produkt szczególnie mnie ujął. Więc… wspominam ich tutaj z sympatią i trzymam kciuki za rozwój!

buff buff
Puff-Buff jedyni w swoim rodzaju!
olma haus kinkiet
Plecionka z 3D, urokliwy klinkiet od Olma Haus

To by było na tyle z Warsaw Home 2025 oświetleniowo…

Niewiele prawda? Mam nadzieję coś wartościowego bierzesz dla siebie z tej lektury. 
Może za rok będzie lepiej, ciekawiej, kreatywniej? Bardzo na to liczę.

Byłaś, byłeś na Warsaw Home? Jak Twoje wrażenia?

Chętnie porozmawiam więcej – jeśli chcesz się podzielić swoimi wrażeniami, obserwacjami, skomentować mój wpis – śmiało! Jest miejsce w komentarzu pod artykułem, możesz napisać do mnie na Instagramie czy na maila / Whatsapp. 

Jeśli czujesz niedosyt oświetleniowej inspiracji po tym wpisie zachęcam do lektury kilku pozostałych artykułów na tym blogu 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *